Portal
Mała Psychologia

Jak tłumaczyć teksty naukowe?

Wstęp:

Tłumaczenie tekstów naukowych nie jest łatwe. Po pierwsze dlatego, że bardzo rzadko zdarzają się publikacje naukowe, w których nie ma fachowego, typowego dla dziedziny słownictwa. A po drugie, niezbyt rzetelne tłumaczenie artykułu o najnowszych trendach w modzie spowoduje, że cała Polska zacznie pomykać w śpiochach zamiast w krótkich kombinezonikach (co mogłoby być spowodowane niefortunnym, dosłownym tłumaczeniem słówka playsuit). Natomiast w przypadku swobodnego podejścia do tłumaczenia tekstów naukowych, można zmienić ważne różnice (important differences) w istotne statystycznie różnice (significant differences). A to już może być kłopot. Dlatego mam dla Was 5 najważniejszych wskazówek na początek przygody z tłumaczeniem artykułów naukowych.

Bez fachowego słownictwa ani rusz. Czyli zajrzyj do cytowanej literatury.

Wcale nie trzeba czytać od razu stu tysięcy książek w danym temacie, żeby poznać podstawowe zwroty używane w danej dziedzinie. Niestety, często dosłowne tłumaczenie słów z artykułu nie będzie najrozsądniejsze. Przykładowo, chcąc przetłumaczyć przywiązanie do organizacji, możemy posłużyć się dosłownym tłumaczeniem - engagement/attachment/allegiance to organization. Dlatego tłumacząc konkretny tekst, warto zajrzeć przede wszystkim do bibliografii, którą autorzy podają opisując poszczególne zjawiska. Wracając do przykładu z przywiązaniem, wiedząc, że chodzi konkretnie o teorię Meyera i Allena (1990), wpisanie w Google Scholar nazwiska autorów koncepcji i przegląd kilku pierwszych pozycji wystarczy, aby zorientować się, że sami autorzy posługują się słowem commitment. Tłumaczenie tego w inny sposób może spowodować konsternację u czytelników i wątpliwości co do tego, o której koncepcji jest mowa.

Do brzegu! Czyli pisz prościej niż ci się wydaje.

Angielski język naukowy jest inny od polskiego języka naukowego. Z tego względu, tłumaczenie tekstów naukowych jeden do jednego sprawiłoby, że polski tekst tłumaczony na angielski mógłby być odebrany jako wydziwiony i pełen zbędnych słów, a ten tłumaczony z angielskiego na polski - brzmiałby zbyt potocznie i być może nawet prostacko. I to nie jest tak, że jeden styl jest lepszy od drugiego - po prostu, mamy inną kulturę pisania i posługiwania się językiem i warto być tego świadomym zabierając się za tłumaczenie. 

Przykładowo, w angloamerykańskim stylu naukowym znacznie chętniej korzysta się ze strony czynnej niż biernej. W polskich tekstach naukowych niczego nie zrobił badacz, a wszystko zrobiono. Po polsku, badacz raczej się nie ujawnia i nie: sprawozdajemy najważniejszych wyników, natomiast po angielsku: We report the major findings... brzmiałoby perfekcyjnie. Co więcej, w języku polskim mamy zamiłowanie do wprowadzaczy: Warto w tym przypadku podkreślić, że… czy: Niemniej jednak, powinno się zwrócić uwagę na… W angielskim generalnie przechodzimy do sedna. Najprostszą metodą na poprawienie jakości tekstu jest odgracenie go (decluttering), czyli właśnie wyrzucenie wszelkich zbędnych przysłówków, przymiotników czy właśnie takich wprowadzaczy

W tym kontekście, polecam materiały opracowane przez Europejskie Stowarzyszenie Redaktorów Naukowych - http://www.ease.org.uk/.

Różnica ważna czy istotna? Czyli uważaj na statystykę.

Niestety, bez choćby pobieżnego rozumienia podstaw statystyki, tłumaczenie artykułów naukowych może być naprawdę trudne. Przykład? Jak przetłumaczyć: wyraz wolny albo centra skupień? Podpowiadam: free wordcentres of clusters to nie są właściwe odpowiedzi! Wyraz wolny to intercept, a centra skupień, to centroids. To niestety wcale nie są rzadko spotykane zwroty i nie wybrałam specjalnie najtrudniejszych ;) Jak sobie z tym poradzić? Najlepiej byłoby oczywiście znać statystykę, ale to nie jest proste i zajmuje sporo czasu. Na początek można z tego wybrnąć dzięki… Wikipedii! Wystarczy wpisać nazwę danej analizy statystycznej, a następnie wyszukać angielskiej/polskiej wersji językowej strony (w zależności od języka docelowego) i… voilà!! A to dlatego, że Wikipedia zwykle nie jest po prostu tłumaczona, a tworzona w każdym języku osobno. To oznacza, że wpisy polskie i angielskie nie są tożsame pod względem treści, a sensu. Co za tym idzie, przejrzenie kilku odnośników (i ich odpowiedników w drugim języku) powinno wystarczyć do zapoznania się z podstawowymi zwrotami danej analizy!

BFF with a…dictionary? Czyli zaprzyjaźnij się z dobrymi słownikami.

Google Translate to zdecydowanie za mało. Kluczową umiejętnością, która odróżnia native speakers od osób uczących się języka jest znajomość związków frazeologicznych - idiomów, fraz, kolokacji… Przykładowo, po polsku wygłaszamy mowę, a po angielsku częściej ją jednak dostarczamy (deliver the speech). Jest to ważne dlatego, że w większości przypadków dosłowne tłumaczenie takich zwrotów (zarówno z polskiego na angielski, jak i z angielskiego na polski) będzie niezrozumiałe dla tych, dla których dany język jest ojczysty.

Polecane narzędzia:

  • Ozdic - słownik kolokacji. Niezbędny wtedy, kiedy szuka się popularnych zestawień słów (np. poszerzać wiedzę, to będzie increase/broaden/extend knowledge, ale już niekoniecznie expand).
  • Google Ngram Viewer - to wyszukiwarka (a właściwie porównywarka) częstości poszczególnych słów czy zwrotów w książkach załadowanych do Google Books. Zatem jeśli chce się sprawdzić, jak powiedzieć funkcjonowanie zawodowe i do wyboru mamy: professional, work czy occupational functioning, to z Ngram Viewer wiemy, że najpowszechniejszym jest occupational functioning. I już!
  • Słowniki Oxfordu - do każdego wyszukiwanego słowa można znaleźć masę przykładowych zdań wykorzystujących dane słowo - w różnych kontekstach!

Najważniejszy jest sens. Czyli popatrz na tekst z perspektywy.

Na koniec jeszcze jedna ważna kwestia. Tylko dlatego, że ma się do czynienia z tekstem naukowym nie oznacza, że trzeba się niewolniczo trzymać konstrukcji użytych przez autora. Trzeba być ostrożnym i delikatnym, ale jednak czasem konieczne jest pogrzebanie w strukturze zdania, czy nawet całego paragrafu po to, aby tekst był zrozumiały w języku docelowym. Dlatego nie warto zabierać się za tłumaczenie choćby tytułu, dopóki nie przeczyta się CAŁEGO tekstu. To pozwala na nabranie odpowiedniej perspektywy, zrozumienie całości, wychwycenie kluczowych zwrotów czy po prostu, poczucie się swobodniej w tekście. Co więcej, nie każdy naukowiec ma doskonały styl pisania i co nawet ważniejsze, nie dla każdego naukowca język angielski jest językiem ojczystym. To sprawia, że autorom także zdarza się zabrnąć, zagmatwać, uprościć czy zrobić kalkę ze swojego języka. A bez zrozumienia sensu tekstu, łatwo popłynąć i zacząć tłumaczyć słowa, a nie sens.

Podsumowując, tłumaczenie tekstów naukowych nie należy do najprostszych zadań dla tłumaczy, nie wspominając już o młodych naukowcach, którzy też niejednokrotnie muszą się z takim wyzwaniem mierzyć. Ale przy odrobinie samozaparcia i cierpliwości, bardzo szybko może okazać się, że może nie drugi, ani nie trzeci, ale piąty i dziesiąty tekst przeczyta się (i przetłumaczy!) wręcz w locie. Powodzenia!

A dowodzik jest?

  • Allen, N. J., & Meyer, J. P. (1990). The measurement and antecedents of affective, continuance and normative commitment to the organization. Journal of occupational and organizational psychology, 63(1), 1-18.

Aleksandra Jacukowicz

  • Zawodowo, psycholog i pracownik naukowy. Prywatnie, autorka bloga o języku angielskim - Englishake.

Udostępnij

BIULETYN INFORMACYJNY