Portal
Mała Psychologia

Niewiarygodne! Ludzie inteligentni rzadziej oglądają telewizję!

Ale o co chodzi?

Drogi Czytelniku, w tym miejscu wypada Cię przeprosić. Wiemy, że liczyłeś na fenomenalne odkrycie "amerykańskich naukowców", ale niestety - nic z tego. W ramach naszej kampanii "A dowodzik jest" pragniemy pokazać Ci kilka rzeczy: m.in. jak bardzo zdradliwe może być udostępnianie informacji bez sprawdzenia źródła oraz pokrótce wytłumaczyć, dlaczego łapiemy się na rożnego rodzaju fake'owe informacje.

Nie udostępniaj, jeżeli nie ma źródła!

Internet pod każdym względem zmienił (i dalej nieustannie zmienia) „reguły gry” w zagadnieniu powszechnego dostępu do wiedzy. W chwili pisania tych słów, globalny dostęp do sieci www ma przynajmniej około 40% populacji świata ("Internet users", 2017). Powierzchownie rzecz ujmując oznaczałoby to, iż ogromną część ludzkości od odpowiedzi na większość pytań, jakie kiedykolwiek zadano, dzieli kilka trafnych kliknięć.

Dlaczego dałem się złapać?

Co zdaje się mniej intuicyjne: zarówno sposób, w jaki zadajemy pytanie, jak i przyjęta przez nas strategia eksploracyjna w obrębie ogromu wiedzy u naszych stóp, mają kluczowy wpływ na efekty naszych poszukiwań. Jeśli dla przykładu zapragniemy zgłębić tajemnice istnienia życia pozagrobowego i rozpoczniemy poszukiwania w obrębie grafik Google zapytaniem: „dowody na istnienie duchów”, w ułamku sekundy naszym oczom ukażą się niezliczone ilości zdjęć, których treść nie pozostawi wątpliwości: tysiące ludzi z całego świata, robiąc zdjęcia rodzinne na wakacjach, w rogu fotografii odnajduje upiornie powykręcane twarze zmarłych. To, czy owa wizualna mnogość „dowodów” zostanie przez nas uznana za wystarczającą do uznania faktyczności życia pozagrobowego, zależeć będzie od naszej motywacji. Psycholog społeczny Thomas Gilovich wyróżnił dwie proste strategie, jakimi możemy się posługiwać w starciu z nowymi informacjami (Gilovich, 1991). Pierwsza zasada: „Czy mogę w to uwierzyć?”, wynika z naszego pragnienia, by coś było w istocie prawdą. Umotywowani w ten sposób będziemy skłonni akceptować dowody gorszej jakości za wystarczające do uznania prawdziwości jakiegoś przekazu. Drugą, zgoła odmienną strategią, jaką możemy przyjąć jest: „Czy muszę w to uwierzyć?”, która jest przyjmowana wobec informacji których za nic nie chcemy zaakceptować. Zdaniem Gilovich’a w tym drugim przypadku będziemy mniej skłonni do poszukiwania informacji, ale również bardziej wobec nich krytyczni i wymagający. Zatem to, czy uznamy zdjęcia upiorów za wystarczający dowód istnienia życia po śmierci, będzie wynikać w ogromnej mierze od naszych pragnień.

Jest to problem o tyle, iż jeśli nie podejmiemy się kosztownej poznawczo weryfikacji napotkanych „dowodów”, przekonanie o istnieniu tego typu życia pozagrobowego ma potencjał by znacząco wpłynąć na całość naszego życia. Wiara w istnienie zjaw i upiorów może skończyć się na naszym strachu przed eteryczną zawartością piwnicy, możliwe jednak, że zdjęcia owe trafią na żyźniejszą glebę umysłu spragnionego nadziei na ponowny kontakt ze zmarłym bliskim. Taka jednostka stanowi potencjalne źródło zysku dla rzeszy szarlatanów, którzy realnie mogą zrujnować jej życie, nie tylko na podłożu finansowym.

Pełna treść

Gdzie mogę poczytać więcej?

A dowodzik jest?

  • Gilovich, T. (1991). How we know what isn't so: The fallibility of human reason in everyday life. New York: The Free Press.

Kategorie: Artykuły

Udostępnij

BIULETYN INFORMACYJNY