Portal
Mała Psychologia

Psychoanaliza to nie tylko pseudonauka, ale nawet królowa pseudonauk

Wstęp:

“Jasne dowody na to, że dowody zostały sfałszowane, powinny odtąd położyć kres destrukcyjnym twierdzeniom”.

Cytat ten pochodzi z artykułu opublikowanego w 2011 roku w czasopiśmie medycznym "British Medical Journal" na temat brytyjskiego lekarza Andrew Wakefieldzie, który "odkrył" związek pomiędzy szczepionkami a autyzmem. Odkrycie to wywołało ruch sprzeciwu wobec szczepień na całym świecie. Od momentu, gdy opublikował swoje doniesienia w 1998 roku, wynikom jego badań zaprzeczyło wiele renomowanych badań naukowych. Praca Wakefielda była nie tylko błędna pod względem naukowym, lecz także okazała się być oszustwem: w 2011 roku brytyjski sąd uznał go winnym podawania przeinaczonych informacji, usunął go z szeregów Brytyjskiego Towarzystwa Medycznego i zakazał mu dalszej praktyki.

W swojej nowej książce Freud: tworzenie iluzji (ang. Freud: The Making of an Illusion) Frederick Crews przedstawia Freuda jako podobnego oszusta, który zasługuje na taki sam los. To nie pierwszy raz, kiedy Crews, który jest również autorem dzieła Szaleństwa mędrców: eseje przeciwne (ang. Follies of the Wise: Dissenting Essays) z 2007 roku, jako prawdziwy sceptyk wyraża się krytycznie o Freudzie. Crews sam interesował się psychoanalizą w latach 60-tych i 70-tych, kiedy to wraz z nieżyjącym już Normanem Hollandem dał początek psychoanalitycznej krytyce literackiej. Po tym, gdy stał się członkiem prestiżowego Centrum Zaawansowanych Badań w Dziedzinie Nauk Behawioralnych przy Uniwersytecie Stanforda (był wtedy profesorem filologii angielskiej na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley), miał czas na to, aby lepiej zgłębić naukę Freuda. Był to czas, w którym utwierdził się w przekonaniu, wedle którego że psychoanaliza jest dziedziną nienaukową i tym samym nie sposób jej „obronić”. Od tej pory Crews angażuje się w pracę nad rozwijającym się sceptycznym nurtem akademickiej i historycznej krytyki Freuda.

Psychoanaliza to nie tylko pseudonauka, ale nawet "królowa pseudonauk"

Filozofowie nauki napiętnowali "wolne skojarzenia", "wyparcie" i "opór" z freudowskiej psychoanalizy jako koncepty, które do niczego nie prowadzą i bazują na efekcie potwierdzenia. Historycy odnaleźli pacjentów, których terapia posłużyła Freudowi jako dowód na słuszność swoich teorii, oraz podjęli próbę umiejscowienia Freuda i jego nauki w historycznym i kulturowym kontekście okresu jego działań. Crews – choć sam tego nie przewidywał – stał się szeroko znany jako jeden z najważniejszych, o ile nie najistotniejszy krytyk Freuda dzięki serii artykułów, jakie opublikował w dwutygodniku "New York Review of Books" w latach 90-tych. Crews jest bowiem przedstawicielem nielicznej i szybko zmniejszającej się grupy publicznych intelektualistów, którzy potrafią wyjaśnić ogromną masę trudnych artykułów naukowych za pomocą tekstów napisanych za pomocą jasnego, eleganckiego języka pozbawionego niezrozumiałego żargonu. Obrońcy Freuda próbowali go zdyskredytować, kontynuując w ten sposób tę rozpoczętą przez Freuda, (niechlubną) tradycję kwestionowania motywów sceptyka i przypisywania ich "oporowi", zamiast odpowiadać na jego obiekcje.

W swoich poprzednich książkach Crews oświadczył, że psychoanaliza to nie tylko pseudonauka (co do czego zgadza się większość filozofów nauki, choć z różnych powodów), ale nawet "królowa pseudonauk", gdyż jest jedyną, która zawiera w sobie wyjaśnienie, dlaczego niektórzy ludzie nie chcą w nią wierzyć – dzieje się tak rzekomo z powodu "nieświadomego oporu", który można by wyjaśnić tylko za pomocą idei i metod Freuda. To błyskotliwe określenie Crewsa idealnie wpisuje się w jego rozbrajającą krytykę.

Jego nowa książka to biografia pierwszej połowy życia Freuda. Skupia się zwłaszcza na latach 1882-1900, analizując kluczowy okres tworzenia "nauki psychoanalizy" – w 1985 roku praca Freuda zaowocowała publikacją W kwestii terapii histerii, zaś w 1900 wydaniem książki pt. Objaśnianie marzeń sennych. Ten okres życia został zaniedbany przez biografów Zygmunta z wielu powodów, m. in. braku wystarczających informacji, ale także dlatego, że w tych latach Freud opracował teorię nerwicy, którą później porzucił. Crews utrzymuje jednak, że wszystkie główne koncepty, na kórych opiera się psychoanaliza, powstały w ty wczesnym okresie. Sceptyk argumentuje, że jeśli drzewo nie ma dobrych korzeni, to jego korona, nawet jeśli jest piękna i od tych korzeni odmienna, nie może być zdrowa.

Korespondencja Freuda

Ostatnio ujawniono nową skarbnicę wiedzy o Freudzie: opublikowano kompletną korespondencję Zygmunta Freuda i jego narzeczonej Marthy Bernays, którą prowadzili w czasie czterech i pół lat swojego narzeczeństwa (1882-1886). Korespondencja ta, na którą składa się zadziwiająca liczba 1539 listów, była ukrywana przed publiką przez 60 lat. Tylko 97 listów, stanowiące 6.3% kolekcji, zostało wcześniej opublikowane, i to w wersji ocenzurowanej. Ich wagę potwierdza fakt, że Anna Freud, córka Zygmunta, zatrzymała je w swoim prywatnym domu w Londynie, zamiast oddać je do Archiwum Freuda wraz z innymi tekstami ojca po jego śmierci w 1939 roku. Dopiero po tym, gdy Anna zmarła w 1982 roku, jej spadkobiercy w końcu oddali listy do archiwum – ale nawet wtedy dostęp do nich został zastrzeżony aż do roku 2000. Dlaczego ta korespondencja była tak długo ukrywana? Prawdopodobnie z powodu jej treści: z listów wyłania się mało korzystny obraz Freuda. To właśnie te dokumenty, udostępnione online przez Bibliotekę Kongresu, zainspirowały Crewsa do napisania książki. Choć już wcześniej, podobnie jak inni krytycy, spekulował co do motywów i sposobów pracy Freuda, listy potwierdziły wysunięte przez niego podejrzenie, że psychoanaliza opiera się na oszukańczych i pseudonaukowych dowodach

Freud, Fleischl i kokaina

Mimo że dzieło Crewsa to 700-stronicowy tom z 22 stronami przypisów, książka jest podzielona na części o dowcipnych tytułach, takich jak “Zygmunt Nieprzygotowany”, “Opieka nad złotą rybką” czy „Problemy z dziewczynami”, dzięki czemu jest publikacją niezwykle wciągającą i łatwą w odbiorze. Rozpoczyna się analizą historii rodzinny Freuda i jego wczesnej edukacji, objaśniając szczegółowo, dlaczego Freud był „nieprzygotowany” na podjęcie studiów medycznych, a następnie skupia się na jego „Pierwszym Kuszeniu”: kokainie. Aprobata dla tego środka oraz jego używanie przez Freuda miały według Crewsa o wiele poważniejszy wpływ na teorię psychoanalizy, niż oficjalnie się uważa. Nie była to chwilowa, młodzieńcza skłonność, jak wyraził się Ernest Jones w swojej oficjalnej biografii Freuda z 1957 roku/ Jego zdaniem Freud zażywał kokainę regularnie, niemal codziennie, przez 15 lat. Crews opisuje jego wczesne eksperymenty z substancją i dokumentuje fatalną próbę wydostania najlepszego przyjaciela Fleischla ze szponów uzależnienia od morfiny drogą wstrzykiwania mu roztworu kokainy. Choć działał w dobrej wierze, odniesiony skutek okazał się odwrotny do zamierzonego - Freud zignorował wszelkie oznaki świadczące o tym, że terapia nie działa, a wręcz szkodzi przyjacielowi. W przyszłości psychoanalityk twierdził, że wyleczył Fleischla, podczas gdy tak naprawdę terapia doprowadziła do pogorszenia jego stanu i w końcu Fleischl zmarł w wielkim bólu, uzależniony zarówno od morfiny, jak i kokainy. Crews opisuje makabryczną historię Fleischla i wskazuje charakterystyczne zachowanie, jakie Freud przejawiał odtąd przez całe swoje życie: uporczywe trzymanie się wymyślonej przez siebie teorii wbrew wszelkim przeczącym jej dowodom, jakkolwiek tragiczne mogły być tego skutki.

W listach Freud polecał kokainę Marcie, opisując, że używa jej do leczenia wielu fizycznych i emocjonalnych dolegliwości, od bólu głowy, bólu brzucha i rwy kulszowej, po nawracającą depresję i napady „złego humoru” występujące na przemian z okresami euforii. Kokaina pocieszała go w samotności, gdy studiował w Paryżu z Charcotem i dawała mu pewność siebie, której mu wtedy brakowało. Co jednak najważniejsze jeśli chodzi o tworzenie teorii psychoanalizy, używał jej do pokonania blokady przed pisaniem. Można wiec zakładać, iż znajdował się pod jej wpływem, kiedy myślał, pisał i tworzył teorie. Crews wyraża intrygujący pogląd, że Freud miał „kokainową jaźń”, która pozwalała mu na przeinaczanie i wyolbrzymiane marnych dowodów, na jakich opierał swoje badania – a także na fabrykowanie dowodów w momencie, gdy ich brakowało. Jako student był „pilnym, ambitnym młodym człowiekiem o skłonnościach filozoficznych, obeznanym z rygorystycznym intuicjonizmem wybitnych naukowców”, jak podaje Crews. Ale we wczesnych latach 80-tych XIX-ego wieku zmienił się w osobę tak przesadnie arogancką i zarozumiałą, tak absolutnie i niewytłumaczalnie przekonaną o słuszności swojej teorii o seksualnym charakterze etiologii histerii, że zniżył się do oszustwa, aby tylko dowieść jej słuszności.  

Powszechnie wiadomo, że kokaina wywołuje uczucie niezwykłej pewności siebie i euforii oraz przekonanie o własnej nieomylności do tego stopnia, że fakty i rzeczywistość tracą znaczenie. Jako że zwiększa też intensywność odczuć i fantazji seksualnych, często jest używana jako afrodyzjak, czego Freud był w pełni świadomy i sam jej do tego celu używał (w listach kilkakrotnie wyznaje Marcie, że czuje się jak „seksualny gigant”). Crews argumentuje, że używanie kokainy przez Freuda wyjaśnia też, dlaczego skupiał się na seksualności jako głównej przyczynie wszystkich nerwic.

Naukowa bajka

Teoria opracowana w tamtym czasie przez Freuda głosiła, że uwiedzenie (molestowanie) w dzieciństwie (głównie przez ojców), które zostało wyparte, tj. niezapamiętane świadomie, jest „niezmienną”, „jedyną” i ”wyłączną” przyczyną histerii – a w zasadzie „wszystkich nerwic”. Swoje wnioski Freud przedstawił grupie współnaukowców w 1896 roku. W pracy w ramach dowodu prezentował przypadki 13 pacjentów, których rzekomo udało mu się wyleczyć. Nie przekonał go fakt,  że przewodniczący grupy, Richard von Krafft-Ebing, nazwał teorię „naukową bajką” – Freud odrzucił ten osąd i uznał Richarda za „głupca” i konwencjonalnego świętoszka – z czym trudno się zgodzić, gdyż Krafft Ebing był w tym czasie najwybitniejszym ekspertem od pedofilii na świecie; sam Freud zaczerpnął od niego wiele pomysłów (nie odnotowując tego oficjalnie). Co jeszcze bardziej szokujące, Freud przyznał się później swojemu przyjacielowi, berlińskiemu lekarzowi i kolaborantowi Wilhelmowi Fliessowi, że badanie owych 13 przypadków nigdy nie miało miejsca – wszystkie je po prostu wymyślił.

Freud wierzył w swoją teorię, nazwaną później “uwiedzeniową teorią histerii” przez wiele lat, aż do słynnego momentu, gdy “zmienił zdanie” na temat tego, co “wypierali” jego pacjenci. Choć pozostaje niejasne, kiedy oficjalnie zmienił podejście (dopiero w 1909 uznał kompleks Edypa za kluczowy w przypadku nerwic), prywatnie wyznał Fliessowi w 1897 (kilka miesięcy po opublikowaniu swojej oszukańczej pracy), że jak dotąd nie był w stanie „wyciągnąć ani jednego wniosku” ze swojej analizy, tzn. jego terapie nie przyniosły żadnych rozwiązań. Nie był nawet w stanie skłonić żadnego swojego pacjenta, żeby się z nim zgodził i świadomie „przypomniał” sobie molestowanie, mimo iż wywoływał na nich ogromną presję: stosował masaż, „uciskanie głowy” i leki, aby byli bardziej podatni na sugestie, kiedy same słowa nie działały (oczywiście przypisywał to „oporowi” i „wyparciu” pacjentów). Ta zmiana podejścia długo traktowana była jako początek „prawdziwej psychoanalizy”, gdyż odtąd przyczyna histerii miała nie wynikać z czynników zewnętrznych, ale wewnętrznego świata pacjentów: pacjenci nie wypierali wspomnień o molestowaniu seksualnym, ale raczej swoje własne fantazje i pragnienia seksualne z dzieciństwa, które nieświadomie przypisali swoim ojcom. Jednak Crews wykazuje, że Freud wcale nie miał więcej dowodów (a tak naprawdę, jeszcze mniej, gdyż teorii nie dało się nawet potencjalnie zweryfikować w sposób empiryczny) niż w przypadku pierwszej teorii i wciąż używał wymyślonych przez siebie, zapętlających się konceptów, których istnienia wcześniej chciał „dowieść”: „wyparcie”, „wolne skojarzenia” i „opór”, które mają znaczenie jedynie w autorskim systemie Freuda.

Teatr jednego aktora

Jeśli nowa teoria nie miała większych podstaw empirycznych niż pierwsza, jak Freud doszedł do swoich pomysłów na etiologię histerii? Freud uważał, że on (i inni członkowie rodziny, zwłaszcza jedna ze jego sióstr) cierpi na histerię dokładnie taką, jak jego pacjenci; Crews zauważa więc, że to, co Freud prezentował jako empirycznie dowiedzioną „naukę psychoanalizy” wywodziło się tak naprawdę z jego własnych – prawdziwych lub wymyślonych – doświadczeń seksualnych z dzieciństwa. Historia tego, jak wydarzenia z życia doprowadziły Freuda do jego teorii, to rzeczywiście ciekawa lektura. Crews wykazuje że Wilhelm Fliess, który przy okazji ich ostatniego spotkania w 1900 roku oskarżył Freuda o odczytywanie treści własnego umysłu i wmawianie tego pacjentom, miał rację. Oznacza to, że psychoanaliza opiera się na tylko jednym przypadku – samego Freuda. Potraktował siebie jako reprezentanta wszystkich ludzi, ze wszystkich epok, we wszystkich kulturach – co niewątpliwie jest ideą pompatyczną, narcystyczną i niedorzeczną.

To tylko mały ułamek tego, co znajduje się w tej wciągającej i cennej książce. Jeden rozdział poświęcony jest nieudanemu pobytowi Freuda w Paryżu zimą 1885-86, gdy obserwował przeprowadzaną przez Charcota terapię leczenia histerii w słynnym szpitalu Salpêtrière. Freud idealizował Charcota i nigdy nie kwestionował oczywistej sztuczności jego zseksualizowanego „teatru histerii”, jaką przychodziła oglądać arystokratyczna publiczność; inni jednak, którzy również byli tam w tym czasie, potrafili go przejrzeć i rozpoznać w używanej przez Charcota hipnozie ekstremalną metodę sugestii. Freud zdecydował się jednak w całości przejąć charcotowską teorię pochodzenia histerii. Teoria Francuza zmarła razem z jej twórcą w 1893, kiedy było już wiadomo, że wielki lekarz przesadził z entuzjastycznym używaniem hipnozy. Jednak Freud tego nie dostrzegał i rozwinął teorię Charcota, używając hipnozy na swoich pacjentach po powrocie do Wiednia – bezskutecznie, jak szczegółowo opisuje Crews. Sprawa Berthy Pappenheim, uważana za podstawowy przypadek leczenia z zastosowaniem psychoanalizy, idealnie obrazuje przepaść pomiędzy tym, jak faktycznie wyglądało leczenie, a tym, jak zostało później opisane. Choć w latach 1880-1882 kobieta była pacjentką Breuera, Freud współpracował z nim i później odnosił się do jej przypadku, nazwanego „Anna O.”, częściej niż do swoich własnych terapii. Po dwóch latach i tysiącu godzin terapii (!) u Breura stan Pappenheim tylko się pogorszył. I mimo, iż rzekomo została wyleczona ze swoich dolegliwości przez swobodne mówienie do momentu, aż znajdzie ich źródło (słynne „czyszczenie komina”, które Freud zaczerpnął od niej i później nazwał „wolnymi skojarzeniami”), w rzeczywistości Bercie podawano duże ilości leków psychotropowych, takich jak wodzian chloralu („hipnotyzująca” substancja chemiczna używana dziś do produkcji tzw. tabletek gwałtu) oraz morfina – efekty uboczne i odstawieniowe tych leków zostały przez lekarzy błędnie zinterpretowane jako te „symptomy histerii”, które chciała wyleczyć (co nadało nowy sens stwierdzeniu Karla Krausa, że psychoanaliza jest „tą chorobą, którą sama próbuje wyleczyć”). Zastosowane ilości były tak duże, że 5 tygodni po tym, jak uznano ją za „wyleczoną”, Berthę przyjęto do szpitala psychiatrycznego - wciąż miała te same objawy i potrzebowała odtrucia. Freud i Breuer nie wspomnieli jednak o tym fakcie w swoim opisie przypadku napisanym 13 lat później. Było tak z wieloma innymi pacjentami, np. Anną von Lieben, którą Freud nazwał w 1897 roku swoją „główną klientką” i „instruktorką”, Idą Bauer („Dora”) i Emmą Eckstein, którą terapia nieomal zabiła i doprowadziła do poważnego okaleczenia twarzy, co kwalifikuje się jako rażąca pomyłka lekarska.

Marzenia senne

Książka Crewsa opisuje życie i idee Freuda aż do momentu publikacji Objaśniania marzeń sennych. Myśl, że sny mają znaczenie, to stare ludowe wierzenie, które jest prawdziwe, gdyż ludzie rzeczywiście marzą o sprawach dla siebie ważnych. Obszerna teoria Freuda nadaje jej jednak pseudonaukowy charakter: wymyślił on skomplikowaną teorię snów, która przypisywała zdolności intelektualne i lingwistyczne domniemanemu „cenzorowi snu” w naszym umyśle. Jest to pseudonauka, z ugai na fakt, by wymienić choć jeden oczywisty powód, że schemat interpretacyjny Freuda pozwalał, aby dany symbol oznaczał albo siebie, swoje przeciwieństwo („Mówisz, że nie chodzi o twoją matkę? Ach tak! Chodzi o twoją matkę”) albo w ogóle nic (przemieszczenie), toteż nie było możliwe ustalenie, czy interpretacja jest poprawna, albo przynajmniej prawdopodobna.

W dalszej części książki Crews podejmuje też temat relacji Freuda z jego szwagierką Minną, młodszą siostrą Marthy, która mieszkała z Freudami w Wiedniu po śmierci swojego narzeczonego. Crews znajduje poszlaki świadczące o tym, że mieli oni długi romans, którego nie można nie wziąć pod uwagę. Nie uważa tego jedynie za pikantny szczegół: Crews sugeruje, że ich bliskość miała wpływ na opracowanie teorii psychoanalizy. W połowie lat 90-tych Minna przejęła rolę powiernika Freuda po Wilhelmie Fliessie, który rozgoryczony zakończył przyjaźń z lekarzem. W przeciwieństwie do Marthy, Mina żywo interesowała się pracą Freuda i pomagała mu pisać książki i artykuły. Według Crewsa mogła odciągnąć Freuda od wartości naukowych i empirycznych, których wciąż rzekomo się trzymał, i pchnęła go ku spekulacjom, takim jak spirytualizm i telepatia (w pewnym momencie Freud stwierdził, że kontakt pomiędzy terapeutą a podświadomością pacjenta odbywa się drogą telepatii).

Kult guru

Jeżeli prawdą jest przekonująca teza Crewsa, iż Freud zbudował psychoanalizę na fundamencie oszustwa, jak udało mu się przekonać tak wielu ludzi o słuszności i głębi swojej teorii? I to nie tylko swoich zapatrzonych naśladowców, którym przewodził niczym guru kultu, ekskomunikując niewiernych, ale też wielu z nas przez tyle dziesięcioleci? Według Crewsa powodem może być mistrzowskie, podstępne użycie retoryki, w tym wzbudzające zaufanie zapewnienia o skromności i wierności naukowemu rygorowi. Crews, który pierwotnie był krytykiem literackim, zauważa, że struktura narracyjna freudowskich opisów przypadków i jego Objaśnień marzeń sennych przypomina pełne napięcia, detektywistyczne historie w stylu Arthura Conana Doyle’a, jednego z ulubionych pisarzy Freuda (lekarz sam przyznał – podobno z zaskoczeniem – że jego opisy przypadków czyta się jak opowiadania). W Objaśnieniach marzeń sennych Freud zachęca czytelnika, aby się z nim utożsamił i przyłączył do niego w trudnej i wymagającej brutalnej szczerości podróży w głąb siebie, do jądra ciemności, źródła wszelkich snów – „Nieświadomości” (nie bez powodu Freud otrzymał literacką Nagrodę Goethego w 1936 r. w Niemczech). Tworzył więc „literaturę”, jak bronią go ci, którzy wciąż go idealizują, twierdząc, że psychoanaliza jest „nauką” hermeneutyczną, a nie empiryczną, a więc w wygodny sposób nie podlegającą empirycznym zasadom gromadzenia dowodów. To prawda, literatura nie musi dokładnie odzwierciedlać empirycznej rzeczywistości – jej „prawda” ma inny wymiar – ale teoria umysłu i „nauki”, zwłaszcza ta stosowana do (kosztownego) leczenia cierpiących pacjentów w prawdziwym świecie, odzwierciedlać ją musi.

Ta ciekawa książka to sukces Crewsa również z tego samego powodu, jaki według autora znacznie przyczynił się do sukcesu Freuda: także on jest elokwentnym, zapalonym pisarzem, który stworzył równie wciągającą historię. Autor wciela się w Sherlocka Holmesa, obiektywnego, oczytanego detektywa, który niestrudzenie rozwiązuje jedną zagadkę za drugą – co prowadzi go do postawienia jedynego możliwego werdyktu: Freud jest winny oszustwa. Tylko że – to wielka różnica – Crews podaje obszerną dokumentację i dowody na to, co mówi, podczas gdy Freud tylko udawał, że to robi.

Podsumowanie

Czy powyższe rozważania są jednak ważne dziś, kiedy psychoanalizę całkowicie wyeliminowano z głównego nurtu praktyk psychiatrycznych i psychologicznych ze względu na brak efektywności? Obecnie nawet podstawowe freudowskie terminy takie, jak „histeria” i „nerwica” zostały usunięte z klasyfikacji DSM, biblii psychiatrów. Jednak autor przekonuje, że psychoanaliza wciąż jest wszechobecna w kulturze, a koncepty Freuda, choć wielokrotnie uznane za pseudonaukowe, wciąż się utrzymują i mogą wywierać negatywny wpływ w prawdziwym życiu. Przykładem z nieodległej przeszłości może być szeroko rozpowszechniony w latach 80-tych i 90-tych XX. wieku ruch „odzyskanej pamięci” (ang. recovered memory), który Crews opisał w swojej odkrywczej książce Wojny Pamięci (The Memory Wars) z 1995 roku. Ruch ten, który wciąż ma swoich zwolenników, zniszczył życie wielu rodzinom, takich jak te, w których córki oskarżały swoich ojców o molestowanie seksualne w dzieciństwie na podstawie wydobytych przez terapeutę „wypartych wspomnień”, przez co wielu niesłusznie oskarżonych mężczyzn trafiło do więzienia. Było to niewątpliwie odrodzenie pierwotnej teorii nerwicy Freuda, zgodnie z którą terapeuci w mniej lub bardziej subtelny sposób – jak wykazały późniejsze dochodzenia sądowe – sugerowali pacjentkom, że były molestowane, tak jak w trakcie swojej terapii sugerował Freud.

Crews ma nadzieję, że gdy dowiedzie oszustwa Freuda, w końcu położy kres tym destrukcyjnym twierdzeniom. Czy tak będzie? Niestety, odkrycie oszustwa nie gwarantuje, że ludzie przestaną w nie wierzyć: w USA znaczna część populacji wciąż wierzy w teorię Wakefielda wiążącą autyzm ze szczepieniami; w 2015 roku w Kalifornii grupy sprzeciwiające się szczepionkom przyjęły w swoje szeregi samego zdyskredytowanego Wakefielda, aby przewodniczył kampanii przeciwko projektowi stanowego prawa proszczepieniowego mającego chronić dzieci w wieku szkolnym.

Miejmy nadzieję, że “spokojny, cichy głos rozsądku” – by zacytować samego Freuda – jednak zatriumfuje. Każdy, kto z otwartym umysłem przeczyta nowa książkę Crewsa dostrzeże, że choć Freud był rzeczywiście bardzo kreatywnym myślicielem i zdolnym pisarzem – był także oszustem i szwindlarzem, narcystycznym naciągaczem o wybujałej ambicji, żądnym sławy i pieniędzy, który odniósł sukces dzięki zwodniczej propagandzie i retoryce w swoim pragnieniu zostania „odkrywcą”. Ale na końcu wielkiej drogi mającej prowadzić do freudowskiej Nieświadomości czeka tylko Czarnoksiężnik z Krainy Oz.

Autor:

  • Margret Schaefer

A dowodzik jest?

Tłum. Agata Wicher

Kategorie: Recenzje, Agata Wicher

Udostępnij

BIULETYN INFORMACYJNY