Portal
Mała Psychologia

Sąsiad ma lepszy samochód, ale ja mam za to lepszą żonę, czyli kwestia porównań społecznych.

Zgłębiając naukę psychologii wiem na pewno, to że nic w funkcjonowaniu psychologicznym i społecznym człowieka nie jest proste, jednoznaczne. Zachowanie człowieka uwarunkowane jest szeregiem wielu różnych zmiennych, takich jak emocje, postawy, cechy osobowości i temperamentu, preferencje i wartości, czy różne sytuacje… Można by wymieniać i wymieniać. Dość, by powiedzieć, że w psychologii rzadko coś jest białe lub czarne. Mamy za to szerokie spektrum szarości, a poza tym… w pewnych warunkach coś może być białe, a w innych jest już czarne.

Jak to się ma do dzisiejszego tematu porównywania się z innymi?

Najogólniej rzecz ujmując, porównania społeczne to przeciwstawianie własnej osoby względem innych. Porównania takie mogą zachodzić w górę – tzn. porównujemy się z kimś,  kto jest według nas w lepszej sytuacji, lub w dół, gdy oceniamy swoje życie, porównując je do osób, których sytuacja życiowa wydaje nam się gorsza od naszej. Okazuje się,  że ten drugi rodzaj porównań społecznych może być dla nas korzystny. Kiedy? w sytuacji zagrożenia stabilności naszej samooceny i jej obniżenia. Zazwyczaj ma to miejsce w wyniku poniesienia porażki, niespełnienia oczekiwań własnych lub cudzych – wtedy,  gdy coś pójdzie nie tak, jak planowaliśmy i uderzy to w nasze poczucie szeroko pojętej kompetencji. w takiej sytuacji porównanie w dół jest mechanizmem autowaloryzacji, czyli sposobem na obronę czy podwyższenie zagrożonej samooceny – czyli na przykład: dostałam tróję z egzaminu, a liczyłam na wyższą ocenę, czuję się przez to słaba, niekompetentna i głupia. Wystarczy, że pomyślę, iż połowa osób nie zdała tego egzaminu i czeka je ciężka, ustna poprawka. Lepiej? Oczywiście, że lepiej! Na takim tle nasza samoocena rośnie. Egzamin najwyraźniej nie był taki prosty, a ja przecież go zdałam, nie jestem jednak taka głupia, jak mi się wydawało. Porównania społeczne w dół pełnią zatem rolę ochronną – jeśli coś idzie nie tak,  jak byśmy tego chcieli, wystarczy pomyśleć, że niektórzy są w gorszej sytuacji. Od razu robi się człowiekowi lżej na duszy. Służy to zatem naszemu szczęściu.

Sprawy się komplikują, gdy porównujemy się z innymi na wszystkich płaszczyznach i robimy to zbyt często. Dodajmy do tego jeszcze szczyptę zazdrości, zawiści, wywyższania się, poczucia bycia lepszym/gorszym, nieustannego uzależniania swojego samopoczucia od tego, jak wypadamy na tyle innych – takie nastawienie jest gotowym przepisem na emocjonalną katastrofę. Porównywanie się jest przecież niczym innym jak ocenianiem. Ocenianiem siebie, ale przede wszystkim osądzaniem innych. Wychodzimy w takiej sytuacji z założenia, że są ludzie lepsi i gorsi – nie będę tu już nawet nawiązywać do kwestii dyskryminacji ze względu na płeć, rasę, czy wiarę, bo nie o to mi tutaj chodzi. Mam na myśli milczące zakładanie, że niektórzy są bardziej, a inni mniej wartościowi.

Czy człowieka można skategoryzować pod tymi względami? Teoretycznie można, jednak sęk w tym, że taka stereotypizacja będzie zawsze niesprawiedliwa. Zawsze oceniamy subiektywnie, z własnej perspektywy. Nigdy do końca nie wiemy, jaka jest historia człowieka, którego oceniamy. Jakie miał dzieciństwo? Jaki niesie ze sobą bagaż doświadczeń? Co go cieszy, a co go smuci? Ile razy ktoś go skrzywdził? Dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej? Jakie okoliczności doprowadziły go do miejsca w życiu, w którym się obecnie znajduje?

Nie mamy prawa oceniać wartości innych ludzi. Jednak każdy z nas w jakimś stopniu to robi. Rozsądnym rozwiązaniem byłaby tutaj zmiana założenia odnośnie istnienia lepszych i gorszych ludzi, na takie, które mówi o tym, że wszyscy są równi wobec siebie. Wszyscy jesteśmy tak samo wartościowi – to, że koleżanka zarabia mniej, nie znaczy, że jest gorszą osobą ode mnie. Być może spełnia swoje marzenia i jest przeszczęśliwa, podczas gdy ja siedzę w nudnej korporacji i jedyne, co z tego mam, to nieco wyższe zarobki. Powiedzmy, że jestem szczupła – to, że mój kolega ma sporą nadwagę, z którą sobie nie radzi, nie oznacza, że jest gorszy ode mnie. Nikt nie ma pewności, czemu jest, jaki jest.

Każdy człowiek jest wyjątkowy i charakteryzuje się unikalnym zestawem genów, które wpływają także na jego cechy osobowości. Ma różne potrzeby, marzenia, plany oraz problemy i słabości. Każdy z nas ma inne ulubione filmy, potrawy oraz lęki i obawy. w jaki sposób, a przede wszystkim w jakim celu, można porównywać tak różne na wszelkich płaszczyznach osoby, w zakresie kilku wybranych cech? a później, co gorsza, wyciągać wnioski na temat tego, która z tych osób jest lepsza, a która gorsza.

Rzeczywistość jest taka, że wszyscy jesteśmy ukierunkowani na ocenianie, ponieważ to często ułatwia i upraszcza życie. Na przykład przy doborze przyjaciół. Z reguły nie prowadzimy procesu rekrutacji na nowego przyjaciela. Nie wybieramy spośród dziesiątek kandydatów tego najlepszego. Gdzieś tam w tle oceniamy nowopoznane osoby i rozstrzygamy, często nieświadomie, czy nadaje się ona na naszego przyjaciela, czy nie.

Warto jednak postarać się nie stopniować wartości ludzi. Przyjąć założenie, że wszyscy jesteśmy równi. Wszyscy mają coś do zaoferowania. Każdy człowiek jest ciekawy, ma coś do wyrażenia i przekazania. Każdy jest na swój sposób wyjątkowy i znacznie różni się od nas samych. Przyjmijmy postawę zaciekawienia drugim człowiekiem. Zechciejmy go poznać, wejść z nim w interakcje, wynieść i jednocześnie wnieść coś wartościowego do spotkania. Zadajmy sobie pytanie: czego mogę się nauczyć od tej osoby? Czym może mnie ona zainspirować? Zamiast zadręczać się pytaniem: czy ona ma większe uda od moich?

Marta Bartkowiak

Udostępnij

BIULETYN INFORMACYJNY