Krytyka Zimbardo – przełom czy burza w szklance wody?

KRYTYKA ZIMBARDO – PRZEŁOM CZY BURZA W SZKLANCE WODY?

Słowa kluczowe: Zimbardo, eksperyment więzienny, SPE, Stanford Prison Experiment, krytyka, Ben Blum, psychologia społeczna, naukowy sceptycyzm.

ABSTRAKT

Eksperyment Więzienny Philipa G. Zimbardo to przypuszczalnie najbardziej rozpoznawalne badanie psychologii społecznej. Lato 2018 okazało się dla tego naukowego przedsięwzięcia niezwykle gorące. Eksperyment znalazł się w ogniu krytyki tak silnej, że pojawiły się wezwania do wycofywania badania z podręczników psychologii a słowa „przekręt” czy „kłamstwo” zaczęto używać w jego odniesieniu równie często, jak niegdyś „szokujący”.

Przy bliższym spojrzeniu okazuje się, że krytykę można sprowadzić do jednego źródłowego artykułu, który przedstawia nierówny poziom argumentów. Część z nich zasługuje za uwagę jako kluczowe i nowe, część zaś można uznać za wyolbrzymienia, uproszczenia i powielenia znanych od dawna zarzutów. Uważne i krytyczne spojrzenie na Eksperyment Więzienny Zimbardo i argumenty przeciw niemu daje nie tylko mniej czarno-biały, ale i o wiele ciekawszy obraz. To przykład fascynującej i zaciekłej walki o ważną politycznie i społecznie kwestię. W walce tej obie strony dochowują wierności raczej swojej sprawie niż faktom. To także historia o problemach zbyt sensacyjnego relacjonowania nauki.

UPADEK KRÓLA

Każdy, kto interesuje się naukową psychologią, musiał słyszeć o Stanfordzkim Eksperymencie Więziennym („Stanford Prison Experiment”-SPE) autorstwa prof. Philipa Zimbardo. To przemawiające do wyobraźni badanie omawiane jest w podręcznikach, przywoływane przez publicystów, komentowane w popularnej prasie. Obecnie pisze się o nim jako o kłamstwie czy przekręcie, wzywa się do napisania na nowo historiiprzeredagowania podręczników. Krytykę znaleźć można nie tylko na blogach czy na Twitterze, ale również w prasie naukowej1,2,3. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że król jest nagi a tylko zatwardziali zwolennicy upadającego autorytetu będą go bronić. Prawda jest jednak bardziej skomplikowana.

Opowiem Wam najuczciwiej jak potrafię o tym, co wiadomo, czego nie wiadomo, a co sądzę w sprawie Zimbardo vs. Miażdżąca Krytyka (Reszta Świata, 2018).

Na początek warto przyjrzeć się mnogości krytyki SPE. Tak wielu z nas mogło już się z nią zetknąć i to w różnych źródłach, że łatwo ulec pewnemu złudzeniu. Gdy daną informację słyszymy po raz kolejny, wydaje nam się ona bardziej pewna. Ma to swoje racjonalne uzasadnienie – im więcej niezależnych osób twierdzi, że coś się zdarzyło, tym bardziej możemy temu ufać. Gdy jednak pojedyncza osoba przedstawi swoją relację a wiele osób za nią podąży, trudno mówić o prawdziwie zwiększonej wiarygodności. Cała historia jest tak prawdziwa, jak przekaz pierwszej osoby, jednak przez wielokrotne powtórzenia wydaje nam się ogólnie podzielanym poglądem (Weaver, Garcia, Schwarz i Miller, 2007).

Tak właśnie jest w przypadku wszechobecnej krytyki SPE – atakujące teksty bowiem, pomimo swej wielości, to tak naprawdę komentarze i interpretacje czerpiące z dwóch źródeł – artykułu autorstwa Bena Bluma i książki autorstwa Thibaulta Le Texier „Histoire d’un mensonge” („Historia Kłamstwa”). W istocie mamy nawet do czynienia z jednym źródłem – tekstem Bluma. O książce Thibaulta Le Texier na razie przede wszystkim się mówi i pisze, lecz się jej nie czyta – dostępna jest bowiem tylko w języku francuskim (Le Texier, 2018). Polsko i anglojęzyczna krytyka to głównie powielanie, interpretowanie i komentowanie jednej źródłowej relacji. Warto się jej zatem przyjrzeć.

BLUM A SPRAWA ZIMBARDO

Ben Blum to doktor nauk informatycznych, który we wrześniu 2017 r. wydał swoją debiutancką książkę „Ranger Games” (Blum, 2018). To opowieść o jego kuzynie – Alexie Blumie. Alex to były żołnierz amerykańskich „Rangers”, który wziął udział w napadzie na bank, kierowanym przez swojego ówczesnego dowódcę. Rodzina, wierząca głęboko w niewinność do tej pory przykładnego młodego mężczyzny, zwróciła się do prof. Zimbardo o pomoc w sądowej batalii. Miał on zaświadczyć o sile sytuacji i przemożnym wpływie długotrwałego treningu do posłuszeństwa wobec wojskowego przełożonego.

Dzięki zaangażowaniu w historię Alexa, Philip Zimbardo stał się rodzinnym bohaterem Blumów, a jego osoba i badania zyskały duże zainteresowanie ze strony Bena Bluma. Zainteresowanie z zaskakującym finałem. Po wnikliwych dociekaniach i kilku zwrotach akcji w sprawie kuzyna (przyznał się on między innymi do większej świadomości swoich czynów), Ben Blum uznał najsłynniejszy eksperyment profesora za przekręt. Wnioski płynące z niego zaś za szkodliwe społecznie, moralne usprawiedliwienie sprawców.

Według Bluma eksperyment więzienny daje nam łatwą wymówkę „to nie ja, to sytuacja”, a przez to oddala konstruktywną skruchę i przejęcie odpowiedzialności za swoje czyny. Takie przemyślenia zawarł w artykule pod niedającym się zignorować tytułem „A lifespan of a lie” („długość życia kłamstwa”– Blum, 2018).

MOCNE TEZY

W artykule, autor stawia kilka mocnych tez:

  • Ikoniczne przykłady skrajnych zachowań uczestników eksperymentu były udawane,
  • Zimbardo i jego zespół celowo wywoływał u strażników agresywne zachowania,
  • Zimbardo winien jest prób uciszenia swoich krytyków,
  • Zimbardo winien jest narzucania kłamliwej i moralnie zwodniczej narracji o eksperymencie,
  • Uczestnicy nie wiedzieli jak mogą zrezygnować z udziału w badaniu.

Tekst kończy się wnioskiem „eksperyment to kłamstwo”. Nie „wyolbrzymienie”, „nierzetelność”, czy „manipulacja” – kłamstwo. Nawet w dobie kryzysu replikacyjnego w psychologii, podobne wyroki zapadają rzadko. Na miano „kłamstwa” czy przekrętu zasłużył sobie do tej pory Diederik Stapel (zob. np. Bhattacharjee, 2013; Klebaniuk, 2012), ale ten człowiek po prostu wymyślał wyniki badań. W przypadku krytyki Zimbardo mamy więc do czynienia z silnymi zarzutami i pod tym kątem warto zbadać dowody, wymagając od nich mocy adekwatnej do stawianych tez.

CO JEST KŁAMSTWEM W SPE?

SPE to historia obok której trudno przejść obojętnie, to samo tyczy się jej krytyki. Wyraziste metafory ludzkiej natury zawsze będą oddziaływać na nasze emocje i wchodzić w konflikt z naszymi wartościami i przekonaniami lub przeciwnie – przyjemnie z nimi współgrać. Trzeba świadomego wysiłku, żeby nie zatrzymać się na ocenie „lubię/nie lubię”, „zgadzam się/nie zgadzam się”. Krytyczny i świadomy odbiór wiedzy wymaga jednak tego, by prawdziwości twierdzenia oceniać nie na podstawie jego brzmienia, ale dowodów przedstawionych na jego uzasadnienie. Kierując się tym przesłaniem, przyjrzyjmy się tezom Bluma i argumentom na ich rzecz.

Uczestnicy udawali

Ważnym wątkiem krytyki Bluma jest aktorstwo. Twierdzi on, że znalazł dowody na to, iż zachowania uczestników eksperymentu nie były wyrazem ich autentycznych emocji czy postaw, a jedynie świadomie odgrywanym spektaklem. Największy przełom ma dotyczyć Douglasa Gordiego, słynnego więźnia nr 8612. Jego histeryczne załamanie nerwowe przeszło do historii jako jaskrawa ilustracja psychicznego cierpienia jednostki w  totalnej instytucji , która nawet w zaaranżowanej wersji doprowadza do szaleństwa.

Według autora artykułu okazało się jednak, że Gordi blefował. Udawał psychiczne załamanie, ponieważ… nie miał dostępu do książek, z których chciał się uczyć na egzamin. Nie znał innego sposobu na wymiganie się od dalszego uczestnictwa (wrócę jeszcze do tej kwestii), wybrał więc symulowanie złego stanu psychicznego. Jego historię ma dodatkowo uwiarygadniać fakt, że uczęszczał na zajęcia teatralne. Jaki dowód w sprawie przedstawia Blum? Wypowiedź Douglasa Gordiego (Blum, 2018). A na jakiej podstawie wnioskowaliśmy wcześniej o autentyczność jego zachowań? Na podstawie wypowiedzi Douglasa Gordiego.

Problem polega na tym, że próbujemy tu rozwikłać kwestie stanów wewnętrznych, myśli i motywacji, o których z definicji pełnie wiedzy może mieć tylko sam zainteresowany. Gdy twierdzi on na ten sam temat sprzeczne rzeczy, na jakiej podstawie mamy wnioskować, kiedy mówi prawdę a kiedy się z nią mija? Można by z powodzeniem podać uprawnioną psychologiczną argumentację na rzecz tego, że bardziej powinniśmy wierzyć późniejszej lub wcześniejszej wypowiedzi. Mało tego – w świetle odkryć psychologii poznawczej, całkiem możliwy jest stan w którym również my sami nie umiemy uczciwie zrelacjonować powodów własnych działań czy też przypomnieć sobie dokładnie wydarzeń z naszym udziałem (np. Lilienfeld i in., 2017, Rozdział 3).

Wypowiedź na temat własnych stanów wewnętrznych, która przeczy wcześniejszym twierdzeniom, powinna zasiać niepewność. Trudno jednak pogodzić się z twierdzeniem, że oto ze sprzecznych relacji jednostki na własny temat, wyłania się niepodważalny dowód w rodzaju: teraz wiemy już że „a” a nie „b”.

Kolejną ważną postacią SPE, której Blum zarzuca aktorstwo, jest David Eschelman. To najsłynniejszy i najbardziej sadystyczny ze strażników, nazwany przez więźniów „Hellman” a przez eksperymentatorów „John Wayne”, ze względu na jego południowy akcent i twardzielską pozę. Podobnie jak w przypadku Gordiego, Blum ujawnia, że „Hellman” jedynie udawał. Konkretnie udawał południowy akcent (sam nigdy nawet nie był na południu USA) a całą swoją postać wzorował na naczelniku więzienia z filmu „Cold Hand Luke”. Dowodem są również słowa samego zainteresowanego. Tym razem jednak nie ma wątpliwości co do ich wiarygodności, Eshelman w przeciwieństwie do Gordiego, nie zmieniał swojej wersji – głosił ją co najmniej od 2004 (zob. źródło).

Blum nie przedstawia w tym wypadku nowych dowodów, a jedynie dodaje znane informację do swojej argumentacji. Jednak trudno się zgodzić, że skoro David Eshelman naśladował czyjś akcent czy inne zachowania, to podważona jest autentyczność skutków sytuacji badawczej. Wszakże „Hellman” nie „udawał”, że każe więźniom symulować kopulację – naprawdę kazał a więźniowie to robili. Podobnie z innymi sadystycznymi karami i poleceniami. To, że wzorował na kimś swoje zachowanie, nie podważa konkluzji badania. Przeciwnie – w oryginalnym artykule autorzy twierdzą, że osoby umieszczone w instytucji totalnej starają się dostosować do jej warunków i jednym ze sposobów jest intensywne naśladownictwo – czasem własnego kolegi, czasem wzorca zaczerpniętego z mediów. (Zimbardo, Haney, Banks, 1973).

Zespół wywoływał u strażników agresywne zachowania

Drugim istotnym punktem krytyki Bluma są naciski Zimbardo i zespołu, które miały modyfikować zachowania strażników, czy wręcz być ich głównym źródłem. To ważki zarzut, w końcu jednym z najbardziej szokujących wątków opowiedzianej przez SPE historii jest spontaniczność brutalnych zachowań strażników. Jeśli nie „wpadali” na nie sami, to znaczy, że nie mityczna „sytuacja” a instrukcje z góry uczyniły z części strażników prawdziwych drani. W tym wypadku za dowód w sprawie służą materiały archiwalne, zdeponowane w ogólnodostępnym zasobie Uniwersytetu Stanforda.

Zarówno sam Blum jak i większość jego następców w krytyce SPE, poleca uwadze czytelników 2-minutowy fragment nagrania na którym słychać, jak David Jaffe, pomocnik eksperymentatora grający rolę naczelnika więzienia, poucza jednego ze strażników. Przesłuchałem to nagranie kilkakrotnie (również w pełnej, kilkudziesięciominutowej wersji) Na nagraniu słychać swego rodzaju reprymendę na temat niedostatecznego zaangażowania strażnika w przypisaną mu rolę. Najmocniejsze sformułowanie jakie pada w stronę strażnika to: „The guards have to know that every guard is going to be what we call a tough guard” (inni strażnicy powinni wiedzieć, że każdy strażnik będzie, jak my to nazywamy, „twardym strażnikiem”) oraz „so far your individual style is a little bit too soft” (Jak dotąd, Twój własny sposób odgrywania roli jest nieco zbyt delikatny).

Według wyjaśnienia Zimbardo, reprymenda dotyczyła sytuacji, w której strażnik był w innym miejscu niż reszta jego zmiany i nie pomagał kolegom w przypisanych obowiązkach, był niezdecydowany i niedostatecznie pewny („firm”) oraz twardy („tough”). Niezależnie od tego, jak ocenimy siłę i skutki tej interwencji, mamy do czynienia z dwoma bardzo poważnymi problemami. Po pierwsze nie da się bezstronnie i jednoznacznie zinterpretować tej sytuacji jako „coaching to act agressively” (przyuczania do agresji), jak to nazywa Blum w jednym z wywiadów. Jest zasadnicza różnica pomiędzy instrukcjami namawiającymi do przemocy a instrukcjami namawiającymi do stanowczości, nieugiętości czy zaangażowania. Jeśli nie ma, to na całym świecie w tym momencie trwają agresywne sesje nienawiści w postaci narad pracowniczych czy spotkań przełożonych z podwładnymi.

Zimbardo na przestrzeni lat wielokrotnie, przyznawał się do tego, że strażnicy byli poinstruowani o konieczności utrzymywania „ładu i porządku”, czy też nawet do sprawowania nad więźniami kontroli, przy użyciu pełnego arsenału władzy i przywilejów, z wyłączeniem przemocy fizycznej (jest o tym mowa np. w filmie dokumentalnym Quiet Rage: The documentary). Nie widzę dobrego powodu, by interwencję Jaffe’a potraktować jako coś posuniętego dalej, niż realizowanie początkowo nakreślonych założeń. Oczywiście takie instrukcję mogą i powinny być obiektem krytyki i dyskusji. Chodzi jednak o to, czy artykuł Bluma przedstawia w tej sprawie jakiś przełom, uzasadniający nazwanie SPE „kłamstwem”.

Drugi problem to zakres wniosków wyciąganych z jednego nagrania. Czy może ono stanowić o całości relacji pomiędzy zespołem badawczym a tym konkretnym strażnikiem? Czy wiemy o tym, iż takich interwencji było wiele i to one mogły być głównym źródłem zachowań także innych strażników? Nie zostały na to przedstawione żadne inne archiwalne dowody. Wiadomo natomiast, dzięki zapisowi z dziennika, że Jaffe traktował jako swoją rolę w badaniu, urealnianie zachowań strażników, tak by byli on bardziej szorstcy i „twardzi”. Takie podejście to jawne przyzwolenie na bezpośrednie ingerowanie w wariancję (czyli zróżnicowanie) wyników. Jak dokładnie wyglądały jego interwencje i ile ich było, tego z artykułu Bluma się nie dowiemy.

Do „argumentacji ze skrawka” można by równie dobrze wybrać inny archiwalny materiał – na przykład fragment notatnika strażnika, relacjonowany przez Zimbardo w oryginalnym artykule z New York Times Magazine (Zimbardo, Haney, Banks, 1973). Czwartego dnia eksperymentu, strażnik skarży się na zachowanie zespołu badawczego, który zganił go za zakucie więźnia w kajdanki i zasłonięcie mu oczu. Strażnik odpowiedział urażony, że robi jedynie to co jest konieczne dla utrzymania bezpieczeństwa. Czy możemy użyć tej pojedynczej relacji jako rzetelnego argumentu na rzecz tezy, że strażnicy byli z kolei „systematycznie zniechęcani do agresji”?

Zimbardo próbował powstrzymać krytykę swoich badań i ich replikację

Ben Blum pisze o próbie „replikacji” SPE przez zespół brytyjskich naukowców pod kierownictwem Alexandra Haslama i Stephena Reichera oraz o diametralnie innych wynikach, które uzyskali. Replikacja miała wykazać, że brutalność strażników może brać się przede wszystkim z celowych zabiegów ich przełożonych oraz z dobrowolnego zaangażowania się w przedsięwzięcie „dla dobra nauki”. Blum wspomina o zakulisowych próbach zablokowania publikacji tych wyników przez prof. Zimbardo.

Podczas czytania tego fragmentu ogarnęło mnie oburzenie. Blokowanie działania wolnej, krytycznej i replikowalnej nauki, to działanie godne dogmatycznego tyrana, a nie wybitnego naukowca.

Blum nie wspomina jednak o jednym. Rzeczona „replikacja” była reality show realizowanym przez telewizję BBC, zaś krytyka ze strony Zimbardo przyjęła najpierw formę korespondencji z redakcją naukowego czasopisma, później zaś polemicznego komentarza w tymże czasopiśmie (Zimbardo, 2006).

Zimbardo wyjaśnia, że początkowo to on sam został zaproszony do roli konsultanta w planowanym programie, odmówił jednak, powołując się na względy etyczne. Przedstawił później na łamach naukowego periodyku merytoryczną krytykę tego pomysłu i moralne zastrzeżenia, a także argumentował, dlaczego tak zorganizowane badanie nie może być traktowane jako replikacja a czasopisma naukowe nie powinny publikować wyników. W takim kontekście wygląda to inaczej. Zamiast demonicznego, intelektualnego tyrana, zastraszającego naukowców działaniami z cienia, mamy jawnie działającego badacza, który wyraża krytyczne stanowisko, powołując się na etyczne i merytorycznego argumenty. Czyli uprawia wolną działalność naukową, nawet jeśli jest w tym sporo ego.

W tekście Bluma, eksperyment BBC zestawiany jest z oryginalnym badaniem SPE i można odnieść wrażenie, że autor widzi w pierwszym prawidłową wersję drugiego. Jednak o ile eksperyment Zimbardo był pełen luk i nie uprawnia nas do wyciągania daleko idących wniosków o ludzkiej naturze, należałoby przyłożyć tą samą miarę krytyki do przedsięwzięcia BBC. Jako replikacja jest trudny do obronienia – tak wiele w nim odstępstw od pierwotnej procedury. Jako osobny eksperyment wprowadza tak wiele zmiennych zakłócających, że trudno określić co znaczą rezultaty. Dość powiedzieć, że każdy z uczestników miał świadomość rejestrowania swoich działań i ich upublicznienia dla każdego chętnego – tym bliskich i przełożonych. To bardzo mocny czynnik modyfikujący zachowania, właściwie całkiem inna społeczna sytuacja niż anonimowość, izolacja i wzmacniane odrealnienie z oryginalnego badania.

Eksperyment to usprawiedliwienie i banalizacja zła

Ten zarzut wydaje się najpoważniejszy ze społecznego punktu widzenia. Tomasz Witkowski słusznie zauważa, że psychologia to jedna z niewielu nauk, której odkrycia mogą tak łatwo i szybko zmienić sposób myślenia ludzi o sobie i być może przez to zmienić ich zachowania (Witkowski, 2018). Za taką mocą musi podążać wielka odpowiedzialność. Według Bluma oraz wielu innych krytyków, SPE jest przykładem nadużycia tej władzy. Żeby jednak taki zarzut mógł być zasadny, trzeba dobrze zidentyfikować przesłanie SPE – w końcu aby krytykować czyjeś stanowisko, należy je najpierw precyzyjnie przedstawić. Ponadto, trzeba by wykazać, że ze względu na przekłamania czy wady badania, zidentyfikowane przesłanie jest z gruntu fałszywe.

W jednym z wywiadów Blum mówi – „Eksperyment wskazuje, że zło czycha w każdym z nas (…), czekając jedynie na właściwą sytuację”. W artykule zaś piszę on: „To co wyjątkowe w opowieści Zimbardo na temat Stanfordzkiego Eksperymentu Więziennego, to sugestia, że jedyne czego trzeba, by zamienić nas w ochoczych sadystów, to mundur, policyjna pałka i przyzwolenie na zdominowanie naszych bliźnich”.

Być może wniosek, że „każdy jest zły w odpowiedniej sytuacji” dotarł do wielu z nas jako przesłanie SPE, ale trudno się go doszukać w oryginalnych artykułach. Eksperyment Zimbardo, w ściśle naukowym sensie, nie był na ten temat. Nie dotyczył on wyjaśnienia zagadki zła, ale zachowania ludzi w tak zwanych „instytucjach totalnych”. Jego wnioski dotyczyły tylko takich sytuacji, nie sytuacji w ogóle.

Wnioski przedstawiają się mniej więcej tak: jeśli zamkniemy we wspólnym otoczeniu dwie grupy ludzi skrajnie różniące się stopniem władzy i prestiżu oraz wzmocnimy ich tożsamość grupową kosztem indywidulanej, możemy spodziewać się poszerzania władzy i nadużyć ze strony „silniejszych” oraz różnych faz reakcji „słabszych” – od buntu, po bierność i brak solidarności.

Autorzy SPE sugerują, że za te efekty odpowiada wiele różnych elementów „więziennej”, czy też „totalnej” sytuacji – między innymi dynamiczna, skomplikowana relacja między więźniami i strażnikami. Ci drudzy, żywiąc strach przed siłą uciskanych, starają się rozbić ich jedność oraz „dokręcić śrubę”. Odruchy buntu wzmacniają we władzy przekonanie o konieczności rządzenia silną ręką, u podległych zaś kolejne represje wzmagają nienawiść oraz poczucie bezradności. Pałki, mundury i okulary odblaskowe grały rolę, ale z pewnością nie główną.

Czy zatem przesłaniem eksperymentu Zimbardo jest „zło bierze się z sytuacji?”. Zarówno Blum jak i wiele krytyków idących jego śladami przyjmują, że tak. Z pewnością w popularnym obiegu znajdzie się taki wniosek. Sam Zimbardo mógł przyczynić się do jego rozpowszechnienia, wygłaszając wykłady dla szerokiej publiczności czy występując w mediach. Jednak trudno jest utożsamić popularny, uproszczony i wyolbrzymiony przekaz z wnioskami z samego badania. Spróbujmy skupić się na samej, czystej nauce, na badaniu i jego wnioskach. Jest to o tyle uzasadnione, że krytyka Bluma też wycelowana jest w badanie, nie w historię stworzoną na jego podstawie.

SPE było głęboko zanurzone w kontekście więziennictwa i jego ideowym celem było ukazanie patologii tego systemu i jego reforma. Ten specyficzny, wąski kontekst umyka krytykom, co z resztą ciekawe – umyka prawie wszystkim. Pytanie kluczowe zatem brzmi: czy zarzut o banalizację zła i jego usprawiedliwienie tyczy się personalnie Zimbardo i jego badań, czy opowieści o badaniu? W krytyce Bluma zlewa się to w jedno.

Są jeszcze dwa problemy z argumentem „SPE banalizuje i usprawiedliwia zło”. Nawet jeśli banalny i szeroki wniosek „zło bierze się z sytuacji” naprawdę wynikałby z badania Zimbardo, to nie sposób przypisywać badaczowi odpowiedzialności za zdanie: „w związku z tym ludzie nie są odpowiedzialni za swoje czyny”. Po prostu jedno nie wynika z drugiego. Z twierdzeń empirycznych (zdań o tym, jak jest) nie wynikają twierdzenia dotyczące moralności (jak powinno być? Co jest dobre?), nie sposób więc automatycznie przypisać autorowi naukowego odkrycia autorstwa moralnych zaleceń i interpretacji.

Uczciwie jest pociągać kogoś do odpowiedzialności za pogląd, który wyraźnie, osobiście wyraził, a nie za interpretację jego poglądu, którą poczynił ktoś inny. Sam Zimbardo zaś wyraźnie odcina się od idei, że ludzie nie są odpowiedzialni za swoje czyny (Zimbardo, 2018). Swoim eksperymentem chciał walczyć z skrajnym poglądem, że zachowania ludzi wynikają przede wszystkim z ich wnętrza – z ich stałych cech. Zależało mu na tym, by złagodzić ten pogląd a nie by zastąpić go inną skrajnością: „zachowania ludzi wynikają tylko z sytuacji” (Zimbardo, Haney, Banks, 1973). W oryginalnych opisach eksperymentów znajdziemy docenienie różnic indywidualnych, podobnie jak w opublikowanej przez Zimbardo odpowiedzi na krytykę. Autor SPE sam siebie określa jako „interakcjonistę”, czyli zwolennika poglądu, że ludzkie zachowania są efektem kombinacji okoliczności i predyspozycji.

Ostatni problem z zarzutem „SPE zwiódł ludzkość w kwestii zła” to niezrozumienie nauki. Otóż pojedynczy eksperyment w ogóle nie udowadnia niczego, absolutnie niczego. Jeśli eksperyment byłby solidnie zrobiony, nie udowadnia on, że ludzkie zło bierze się z sytuacji. Jeśli byłby źle zrobiony, nie udowadnia tego, że nie bierze się ono sytuacji. Tym bardziej nie udowadnia, że bierze się ono z wnętrza. Po prostu nie tak działa nauka i powinni o tym pamiętać tak zwolennicy jak i przeciwnicy SPE. Dowód naukowy jest godny zaufania wtedy, gdy wiele badań, wykonanych przez różne zespoły na różne sposoby i w różnych kontekstach, wskazuje na podobną prawidłowość. Bitwa o rzetelność jednego badania nie może być bitwą o ostateczną prawdę, zwłaszcza tak uogólnioną.

ZIMBARDO OBRONIONY?

Przejrzeliśmy podstawowe argumenty najnowszej krytyki SPE – jest w nich trochę prawdy, ale więcej naciągania. Czy zatem z Eksperymentem Więziennym jest wszystko w porządku? Zdecydowanie nie.

zimbardo 3

Zacznijmy od oczywistej krytyki metodologicznej – SPE cierpi na tragiczny brak dookreślenia. Nie wiadomo, co dokładnie jest zmiennymi zależnymi, co niezależnymi, nie zostały określone także ani hipotezy ani ramy teoretyczne, z których one wynikają. Nie ma także grupy kontrolnej – nie bardzo więc wiadomo, do kogo lub czego porównywać zachowania uczestników. Według dzisiejszych standardów praca z takimi błędami to dwója z ćwiczeń z metodologii

Krytyka metodologiczna nie jest niczym nowym – to nieprawda, że przez lata społeczność naukowa bezkrytycznie akceptowała SPE jako wybitne badanie. Solidna, metodologiczna krytykę ukazała się w recenzowanym naukowym czasopiśmie już w 1975 (Banuazizi, Movahedi 1975). Głosy krytyczne pojawiały się także wcześniej we wpływowych i poczytnych popularnonaukowych źródłach (zob. np. artykuł w Psychology Today z 2013 r.). Żeby samemu dostrzec niedostatki tego badania, wystarczy sięgnąć po akademicki podręcznik metodologii i zobaczyć, jakie wymagania powinno spełniać eksperymentalne badanie w psychologii.(np. Brzeziński, 1996).

Do znanej krytyki Ben Blum dokłada jednak coś wartego uwagi – nie wszystkie jego tezy są przesadzone. Po pierwsze, przedstawia przekonujące wątpliwości co do tego, czy uczestnicy mogli dobrowolnie zrezygnować z udziału w badaniu. Po drugie, unaocznia zakres ideologicznej motywacji zespołu badawczego oraz właściwie zupełny brak mechanizmów, które miałyby uchronić wyniki badania przed wpływem oczekiwań eksperymentatorów.

Wcześniej napisałem, że mam wątpliwości, czy przedstawione przez Bluma argumenty dowodzą namawiania strażników do agresji. To prawda – na to nie ma mocnych dowodów, ale jest mnóstwo dowodów na to, że badacze pozwolili, by ich oczekiwania kształtowały wyniki. Zimbardo oraz jego zespół chcieli doprowadzić do reformy systemu więziennictwa, byli bowiem głęboko przekonani, że wydobywa on z człowieka najgorsze cechy i nie służy społeczeństwu. Wyniki eksperymentu miały posłużyć i faktycznie posłużyły jako argument w dyskusji na polityczny temat (zob. Blum, 2018).

W takich warunkach doszło do ingerencji badaczy w zdumiewającym stopniu. Zespół badawczy, który chce uzyskać konkretne wyniki, wierząc w ważność własnej społecznej misji, jest bezpośrednio zaangażowany w kształtowanie na bieżąco eksperymentalnej sytuacji. Mało tego – do swoich ideologicznych motywacji przekonują także uczestników – strażników (zob np. Reicher, Haslam, Van Bavel, 2018). Tak jakby eksperyment miał „wykazać, że” a nie „odpowiedzieć czy?”. To fundamentalnie nienaukowe podejście.

Dowodem jest nie tylko nagranie rozmowy Jaffe’a ze strażnikiem, ale także jego dziennik, wypowiedzi Davida Eschelmana (za: Blum, 2018) a także od dawna znane fakty – badacze byli bezpośrednio zaangażowani w realizację badania a podczas początkowej odprawy strażników, padały wyraźne sugestię co do sposobu odgrywania przez nich ról.

Drugim godnym uwagi i dobrze udowodnionym punktem krytyki Bluma jest kwestia dobrowolności udziału więźniów. Czy mogli się wycofać z eksperymentu? Czy wiedzieli jak to zrobić? Wspomniany już Douglas Gordi, twierdzi, że udawał załamanie psychiczne, by szybciej dostać się do swoich podręczników. Twierdzi on jednak też, że nie pozwolono mu odejść. To samo mówi inny więzień – Richard Yacco. Zimbardo, początkowo odpierał zarzuty wyjaśnieniem, że umawiał się z więźniami na konkretne hasło, oznaczające rezygnację z udziału, nie przedstawia na to żadnych dowodów. Nie ma śladów takiej umowy w dokumentach, Zimbardo zaś zupełnie pomija ten aspekt w swojej odpowiedzi na krytykę Bluma.

Można znaleźć także pewne poszlaki, które wskazują, że Gordi i Yacco mogą mówić prawdę. Na przykład, oryginalnym artykule autorzy wyrażają zdziwienie tym, że niektórzy więźniowie tak mocno weszli w rolę, że prosili prawnika, by wynegocjował ich „wyjście za kaucją” (Haney, Banks, Zimbardo, 1973). Z kolei psycholog David Staub w swojej recenzji książki Zimbardo „Efekt Lucyfera”, pisze: „Na stan psychiczny więźniów wpłynęło ich przekonanie, że wbrew wcześniejszym ustaleniom, nie mogą opuścić więzienia wcześniej niż za dwa tygodnie” (Staub, 2007).

Być może więźniowie, z poziomu roli, mówili o chęci wyjścia, na co personel więzienia, z poziomu roli, odpowiadał o braku takiej możliwości? Być może jedni i drudzy nie wiedzieli, gdzie się przebiega granica między autentycznością a swoistym role-playing game? Być może również od samego początku nie było jasno ustalone, jak ową autentyczność przywołać. Jak zasygnalizować: „Mówię jako Ja, nie jako więzień”? Jeśli tak było, a dowody mocno to uprawdopodabniają, to wnioski są dwa. Po pierwsze eksperyment był jeszcze bardziej fatalny etycznie niż do tej pory myśleliśmy. Po drugie uczestników wcale nie dopadło odrealnienie – po prostu znaleźli się na jakiś czas w więzieniu.

STANFORDZKI EKSPERYMENT WIĘZIENNY A NAUKOWA PSYCHOLOGIA

SPE nie jest i nigdy nie był badaniem o wielkim znaczeniu naukowym. Wcale nie ufundowało ono żadnego nowego nurtu, nie wniosło niczego przełomowego do wiedzy o ludzkiej naturze i nie jest też szczególnie poważane w kręgach akademickich. Philip Zimbardo, co warto wiedzieć, wcale nie zbudował na nim swojej kariery naukowej – raczej rozpoznawalność w szerokich kręgach. Zanim przystąpił do SPE był już uznanym badaczem, autorem cenionego podręcznika i programu popularno-naukowego a także profesorem na pełnym etacie na bardzo prestiżowej uczelni. Później zajmował się także całym spektrum innych zagadnień a jego najczęściej cytowane prace dotyczą postrzeganie czasu czy zachowań prospołecznych wśród dzieci (za bazą cytowań „Scopus”). Zatem krytyka SPE to nie zrównanie z ziemią naukowej wiarygodności i dorobku Philipa Zimbardo. Warto o tym pamiętać.

SPE to bardziej dydaktyczna opowieść a nawet przypowieść – ma nas zszokować i przestrzegać. Ma to o tyle sens, o ile wnioski płynące z SPE zostałyby udowodnione gdzie indziej. Można wtedy zaakceptować to badanie, ale nie jako dowód a właśnie demonstracje. Czy ludzie w instytucjach totalnych faktycznie wpadają w mechanizmy, o których zaświadcza SPE, nie śmiem jednoznacznie odpowiedzieć. Tym bardziej, że ze względów etycznych, eksperyment zreplikowano dostatecznie dokładnie jedynie raz (Lovibond, Adams, 1979). Wiadomo natomiast, że naukowa psychologia społeczna znalazła bardzo wiele dowodów na to, że wpływ okoliczności na nasze zachowanie jest przez nas często niedoszacowany oraz że częściej deklarujemy moralne zachowania niż je praktykujemy (zob. na przykład: Grzyb, 2017).

ZAKOŃCZENIE

Artykuł Bena Bluma, „The lifespan of a lie” to wyolbrzymiona i nierówna krytyka wyolbrzymionego i nierównego badania, cała sprawa zaś to dla czytelnika świetna wprawka z krytycznego myślenia. Ilość błędów popełnionych w badaniu Zimbardo nie powinna skłaniać nas do przymykania oka na jakość krytyki a ocena samego eksperymentu i jego oryginalnych wniosków to nie to samo, co ocena uproszczonych interpretacji z popularnego obiegu.

Bardzo łatwo jest ulec pasji obalania autorytetów lub ich zażartego bronienia. Jako świadomi odbiorcy wiedzy, spróbujmy jednak uniknąć preferowanych, szybkich ocen „za lub przeciw”, przyjrzyjmy się jakości argumentów i zaakceptujmy złożony obraz rzeczywistości. Zauważymy wtedy, że najnowsza krytyka badań Zimbardo wpada w podobną pułapkę co sam „Eksperyment Więzienny” – pogoń za jednoznacznym wnioskiem i co za tym idzie, ignorowanie tych fragmentów rzeczywistości, które mogłyby go podważyć i wyjaskrawiania tych, które go potwierdzają.

Zarówno krytyka jak i badania popędziły także prosto w przepaść na tym samym wózku – mam tu na myśli wehikuł uproszczonego i sensacyjnego relacjonowania nauki. Zresztą Zimbardo i krytycy wsiedli do tego pojazdu z własnej woli i poddali się rządzącym nim regułom. Wnioski muszą być wielkie i przełomowe. Dowody jednoznaczne. Prawda musi zostać wreszcie objawiona i musi ona koniecznie stać w zupełnej sprzeczności do tego co dotychczas sądziliśmy („Ten film zburzy wszystko co do tej pory myślałeś o…”). Dobrze też, jeżeli w historii mamy czarne charaktery i szlachetnych rycerzy. W wersji naukowej w obu rolach występować mogą idee, teorie albo konkurujący badacze.

Być może książka Thibaulta le Texiera, a także planowany na jej podstawie film dokumentalny rzuci nowe światło na sprawę SPE i da nam bardziej jednoznaczny obraz, ale przed ukazaniem się tych dzieł w języku angielskim, trudno o tym wyrokować. Opowieści o dowodach to nie dowody.

ŹRÓDŁA:

  • Banuazizi, A., i Movahedi, S. (1975). Interpersonal dynamics in a simulated prison: A methodological analysi
  • Bhattacharjee, Y. (2013). Diederik Stapel’s Audacious Academic Fraud. [online] Nytimes.com. Pobrane z: https://www.nytimes.com/2013/04/28/magazine/diederik-stapels-audacious-academic-fraud.html [Data dostępu 8 Paź. 2018].
  • Blum, B. (2018). Ranger Games: a story of soldiers, family and an inexplicable crime. S.l.: Anchor.
  • Brzeziński, J. (1996). Metodologia badań psychologicznych. Warszawa, Poland: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Festinger, L. (1980). Looking backward. Retrospections on social psychology, 236-254.
  • Grzyb, T. (2017). Eksperyment terenowy w psychologii społecznej: metodologia, etyka, praktyka. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Haney, C., Banks, W. C., i Zimbardo, P. G. (1973). A study of prisoners and guards in a simulated prison. Naval research reviews, 9(1-17).
  • Klebaniuk, J. (2012). Profesor Stapel na dopingu. O upiększaniu psychologii społecznej. Psychologia społeczna, 7(3), 213-217.
  • Kousta, S. (2017). Cognitive science: Flawed reasoning. Nature Human Behaviour, 1, 149. https://doi.org/10.1038/s41562-017-0149
  • Le Texier, T. (2018). Histoire d’un mensonge: enquête sur l’expérience de Stanford. Paris: La Découverte.
  • Lilienfeld, S. O., Lynn, S. J., Ruscio, J., Beyerstein, B. L., Sagan, D., Szwajcer, P., i Wydawnictwo CiS. (2017). 50 wielkich mitów psychologii popularnej: półprawdy, ćwierćprawdy i kompletne bzdury. Warszawa; Stare Groszki: Wydawnictwo CiS.
  • Lovibond, S. H., i Adams, W. G. (1979). The effects of three experimental prison environments on the behaviour of non-convict volunteer subjects. Australian Psychologist, 14(3), 273-287.
  • Reicher, S., Haslam, A. and Van Bavel, J. (2018). Time to change the story. [online] Thepsychologist.bps.org.uk. Pobrane z: https://thepsychologist.bps.org.uk/volume-31/august-2018/time-change-story [Data dostępu 19 Paź. 2018].
  • Staub, E. (2007). Review of The Lucifer Effect: Understanding How Good People Turn Evil by Philip Zimbardo. PsycCRITIQUES: American Psychological Association Review of Books, 52.
  • Weaver, K., Garcia, S. M., Schwarz, N., i Miller, D. T. (2007). Inferring the popularity of an opinion from its familiarity: A repetitive voice can sound like a chorus. Journal of Personality and Social Psychology, 92(5), 821–833. https://doi.org/10.1037/0022-3514.92.5.821
  • Witkowski, T. (2018). Lucyfer, którego wymyślił Zimbardo. O konsekwencjach stanfordzkiego eksperymentu więziennego i skandalu, którego stał się obiektem. [online] W obronie rozumu. Pobrane z:https://tomwitkow.wordpress.com/2018/07/02/lucyfer-ktorego-wymyslil-zimbardo-o-konsekwencjach-stanfordzkiego-eksperymentu-wieziennego-i-skandalu-ktorego-stal-sie-obiektem/ [Data dostępu 11 Paź. 2018].
  • Zimbardo, P. (2018). Philip Zimbardo’s Response to Recent Criticisms of the Stanford Prison Experiment. [online] Stanford Prison Experiment. Pobrane z: http://www.prisonexp.org/response/ [Data dostępu 24 Paź. 2018].
  • Zimbardo, P. G. (2006). On rethinking the psychology of tyranny: The BBC prison study. British Journal of Social Psychology, 45(1), 47–53. https://doi.org/10.1348/014466605X81720
  • Zimbardo, P., Haney, C., i Banks, W. C. (1973). A Pirandellian prison. New York Times Magazine, 8, 38ff.

O AUTORZE

Kamil Izydorczak

Kamil Izydorczak

Psycholog, doktorant SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego, naukowo zgłębiający tematykę non-konformizmu i postaw wobec obcych grup. Członek projektu Guerilla Skepticism on Wikipedia, którego celem jest ulepszanie zawartości Wikipedii w tematach sceptycyzmu, nauki i pseudonauki.

2018-11-26T09:32:49+00:00

Jeden komentarz

  1. Adrian 11 lutego 2019 at 18:23 - Odpowiedz

    Niewątpliwie jest to ciekawy przypadek jednak jest w nim zbyt wiele niejasności i taka krytyka jest bardzo potrzebna żeby zwrócić na to uwagę. Jednak mi jako osobie bez wykształcenia psychologicznego wydaje się że takie zjawiska należy przedstawiać na podstawie kilku zbliżonych eksperymentów co da szerszy obraz na spektrum podobnych zjawisk. Eksperyment Miligrama moim zdaniem pokazuje podobne tragiczne zjawisko.

Zostaw komentarz

Wykorzystujemy pliki cookies w celu prawidłowego działania strony oraz korzystania z narzędzi analitycznych. Szczegóły znajdziesz w polityce prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Ok